Self-care, czyli co z tą pielęgnacją?

W dzisiejszym poście napiszę o tym, co tygryski lubią najbardziej, czyli o pielęgnacji i ogólnopojętym self-care. Zaczynajmy!

Ogólne zasady.

Na początek warto poznać swoje potrzeby. Jaka jest nasza skóra? Czego jej brakuje? Jakie są jej wady i zalety? Warto odpowiedzieć na te pytania i do tych odpowiedzi dobrać odpowiednią pielęgnację. Na własną rękę może to jednak nie być tak proste, dlatego czasami warto przestrzegać ogólnych zasad pielęgnacji i przetestować metodę prób i błędów. Zastrzegam tutaj, że każdy powinien wybrać pielęgnację odpowiednią dla siebie i moja na pewno nie jest tą idealną :).

Moja codzienna rutyna wygląda tak: zaraz po przebudzeniu myję twarz żelem do twarzy. Jest to bardzo ważne, bo po całej nocy mamy nadmiar sebum na twarzy oraz różne dziwne rzeczy z naszej pościeli. Z racji tego, że ćwiczę 5 razy w tygodniu, to po porannych ćwiczeniach myję twarz drugi raz. Później nakładam tonik- teraz używam toniku z olejkiem różanym od Fridge, który bardzo polecam. Kolejny krok to krem pod oczy, również tutaj polecam ten, którego aktualnie używam, czyli krem pod oczy Mokosh zielona herbata. Następne nakładam krem. Wieczorem powtarzam rutynę żel-tonik-kremy.

Jeśli chodzi o cały tydzień, to 2 razy w tygodniu robię peeling twarzy- w tym momencie używam peelingu Purite, który jest bardzo delikatny oraz takiego mniej delikatnego, własnej roboty. O kosmetykach własnej roboty na pewno będzie jeszcze post. Przy peelingach też bym chciała zwrócić uwagę, że jeśli macie delikatną skórę, to warto używać do niej delikatnych peelingów, a nie tych z cukru czy kawy, które potrafią być dość ostre. Również 2 razy w tygodniu używam olejku do twarzy zamiast kremu oraz masuję twarz rollerem z różowego kwarcu. Jest to naprawdę przyjemne i świetne dla skóry, ponieważ roller ten przede wszystkim relaksuje skórę, a raczej prędzej nie będziemy mieć zmarszczek od relaksu niż od super-kremów :). Dlatego właśnie warto też medytować oraz uprawiać jogę- nasza twarz wtedy bardzo się relaksuje. Ostatni punkt w pielęgnacji to maseczka, jej również używam 2 razy w tygodniu i w tym momencie jest to maseczka własnej roboty.

Przejdźmy do pielęgnacji ciała. Nie wyobrażam sobie w tym momencie nie używać balsamów i peelingów- od wielu lat są dużą częścią mojej pielęgnacji. Gdy nie używam ich przez dłuższy czas od razu widzę negatywne konsekwencje. Balsamu używam 3 razy na tydzień na całe ciało, a peelingu do ciała 2 razy. Czasami balsam zamieniam na olejek. Planuję teraz kupić szczotkę do ciała (do szczotkowania na sucho), ponieważ słyszałam już naprawdę wiele o jej świetnym działaniu- dam znać czy u mnie też takie efekty się pojawiły. Oczywiście używam też kremu do rąk co najmniej 2 razy dziennie niezależnie czy moje ręce są suche czy nie. Tak samo z pomadką. Używam też co najmniej 2 razy dziennie kropli do oczu (z apteki, bez konserwantów), co sprawiło, że oczy mnie nie bolą, a miałam wcześniej z tym problem. Każdy kto siedzi kilka godzin dziennie przed ekranem, powinien ich używać i zainwestować w okulary do monitora!

Wiem, że to wszystko brzmi jakby to było strasznie dużo roboty. Dodając do tego depilację, czy pielęgnację włosów, kobiety nie mają łatwo :). Z czasem jednak nauczyłam się lubić moją pielęgnację i teraz robię to wszystko automatycznie, nie zastanawiam się czy mi się chce czy nie. Do tego miło jest jednak zrobić coś dla siebie i zadbać o swoje ciało.

Przejdźmy teraz do tego jak kupować kosmetyki?

  • Powinny być cruelty-free, czyli nietestowane na zwierzętach, bo po nie ma sensu dokładać im kolejnego cierpienia.
  • Powinny być jak najbardziej naturalne. Na sobie zauważyłam, że kosmetyki naturalne są zdecydowanie bardziej skuteczne.
  • Ja do tego wybieram te, które mają wegański skład- patrz punkt 1 :).
  • Warto też wybrać kosmetyki w szkle, a nie w plastiku.

Wybrałam dla Was te marki, które lubię lub które mam zamiar przetestować oraz które są naturalne i cruelty-free. Oto one:

https://fridge.pl/

https://www.mokosh.pl/

https://www.shop.purite.pl/

https://thebodyshop.pl/

https://www.organique.pl/kosmetyki-dla-wegetarian-i-wegan

https://veolibotanica.pl/

https://makemebio.com/

https://www.trawiaste.eu/

https://resibo.pl/


Na tej stronie https://bliskonatury.pl/ znajdziecie peelingi, pomadki, balsami, olejki oraz wiele marek, z tych, które wymieniłam wyżej.
Jeśli chcecie sami sprawdzać kosmetyki, czy są cruelty-free, to polecam tutaj: https://logicalharmony.net/cruelty-free-brand-list-brands-to-avoid/, https://features.peta.org/cruelty-free-company-search/index.aspx, https://ethicalelephant.com/ oraz aplikację Happy Rabbit na telefon, ewentualnie grupy na facebooku z kosmetykami wegańskimi.


Na koniec polecam do przeczytania ten artykuł, tak odnośnie ostatnich wydarzeń. Dzięki i do następnego! 🙂

6 sposobów jak zaoszczędzić pieniądze i być bardziej eko

W dzisiejszym poście będzie o produktach czy czynnościach bardziej eko/zero waste, które również sprawią, że zaoszczędzicie. Mam wrażenie, że wiele ludzi utożsamia bycie eko z życiem, które jest droższe. Rozumiem, czemu można tak sądzić, jednak w większości przypadków jest to nieprawda- można naprawdę wiele zaoszczędzić, zwłaszcza, że jedną z głównych koncepcji takiego życia jest zmniejszenie konsumpcji (rzeczy, nie jedzenia :)).

Sprzątanie własnymi środkami czystości + nie używanie ręczników papierowych w kuchni.

Przepisy na naturalne środki czystości znajdziecie w tym poście. Sprzątając praktycznie jedynie octem, sodą i wielorazowymi ściereczkami, które można prać, można zaoszczędzić naprawdę dużo, zwłaszcza, że soda i ocet kosztują grosze w porównaniu z „chemią”. Do tego środki, które są w sklepach w większości są testowane na zwierzętach oraz często ich wdychanie może być toksyczne także dla nas.

Golenie

Trzeba przyznać, że jednorazowe maszynki do golenia są dość drogie, jeśli je zsumujemy, tak samo pianki oraz kremy. W dodatku ilość plastiku, którą przez lata golenia można wytworzyć jest trochę przerażająca. Dlatego można przestawić się na maszynkę do golenia, w której można wymieniać żyletki i która może nam służyć przez lata (np. maszynka Bambaw). Do tego dorzucamy krem do golenia w kostce i oszczędzamy dzięki temu masę plastiku i pieniędzy (wymienne żyletki kosztują grosze).

Woda

Woda w Polsce jest zasobem o wiele rzadszym niż nam może się wydawać. Dlatego kupowanie wody w butelkach jest „luksusem”, na którego nie możemy sobie pozwolić. Luksus można tutaj odebrać dość sarkastycznie, ponieważ i tak większość wody w butelkach nie ma minerałów i woda z kranu zdecydowanie jej dorównuje, a może nawet jest lepsza, bo nie zawiera mikroplastiku. WWF ostatnio dodało ciekawy post, gdzie można znaleźć plastik- nawet w najbardziej niespodziewanych miejscach. Do tego kupowanie wody w butelkach kosztuje. Najtańszym sposobem jest kupienie filtra węglowego, który nie zawiera żadnego plastiku, w porównaniu do dzbanków filtrujących i działa przez 3 miesiące.

Okres

W tej kategorii również możemy duuużo zaoszczędzić pieniędzy i plastiku. Produkcja oraz utylizacja podpasek, wkładek i tamponów ma tragiczny wpływ na środowisko. Przeciętnie kobieta zużywa ok. 130 kg produktów higieny intymnej oraz od 5 do 15 tysięcy podpasek lub tamponów. Ile nas to kosztuje? Jeżeli przeciętnie kobieta ma od 350 do 450 razy okres i przeciętnie wydaje na niego od 6 do 80 zł , to możemy sobie obliczyć jak dużo pieniędzy idzie do śmieci(źródło). Brzmi strasznie. W produkcji większości tych produktów używane są chemikalia, które są dla nas szkodliwe, a do tego podpaski czy tampony rozkładają się kilkadziesiąt lat, nie mówiąc o plastiku, w który często są owinięte. Dlatego właśnie możliwości jest tak wiele: kubeczki menstruacyjne (np. taki), wielorazowe podpaski- wybór jest duży, specjalne „okresowe” majtki (np. takie), a jeżeli już wszystko zawiedzie to podpaski lub tampony jednorazowe, ale od odpowiedzialnej firmy, takiej jak Your Kaya, w której podpaski są niebielone chlorem, z organicznej bawełny oraz są biodegradowalne. Jeżeli chcecie skorzystać z oferty tego sklepu, to mam dla Was kod rabatowy: DA574, dzięki któremu macie 20% zniżki.

Pranie

Zamiast kupowania płynów i proszków do prania, możemy kupić worek orzechów piorących. Starcza on na bardzo dużo prań, orzechy są skuteczne (przynajmniej u mnie), jest tańszy, nie jest chemiczny i oszczędza nam dużo plastiku.

Ubrania&rzeczy

Tutaj zasada jest prosta: kupujemy tylko wtedy, gdy naprawdę czegoś potrzebujemy. Ja mam taką zasadę, że jeśli chcę kupić ubranie, to myślę nad tym co najmniej miesiąc i szukam najbardziej eko opcji- pisałam o tym w tym wpisie. To samo tyczy się sprzętów elektronicznych, mebli czy jakiś rzeczy do mieszkania. Zamiast wpadać w wir zakupów, warto przysiąść i zastanowić się nad swoim wyborem i tym, czy naprawdę potrzebujemy tej rzeczy, czy tylko chcemy ją, bo jest modna, bo ktoś inny ją ma lub bo mamy akurat taką fanaberię lub chcemy poprawić sobie humor.

Na dzisiaj to tyle, dajcie znać czy macie swoje sposoby jak być bardziej oszczędnym i jednocześnie bardziej eko :).

Dlaczego warto przejść na weganizm?

W ciągu ostatniego roku wiele razy zmieniłam swoje życie, ale największą zmianą jaką zrobiłam i z której jestem najbardziej dumna jest przejście na wegetarianizm. W tym poście przedstawię powody, dla który warto przejść na weganizm, bo sama jestem w trakcie tej transformacji. Teraz ograniczam nabiał, ale w ciągu kilku miesięcy chcę całkowicie przejść na weganizm.

Zanim przejdziemy do powodów chcę zaznaczyć kilka rzeczy.

Nie chcę nikogo obrazić tym postem. Nie mówię też, że każdy powinien momentalnie przejść na weganizm, bo prawdopodobnie to by nie wyszło. Warto zacząć od wegetarianizmu i stopniowo uczyć się i odkrywać, że można jeść wegańsko i wcale nie jest to aż tak trudne. Zaznaczę też, że ten post tyczy się ludzi z szeroko rozumianego „Zachodu”, czyli krajów rozwiniętych.

Najpierw zacznę od tego, dlaczego większość ludzi nie jest weganami. Przede wszystkim dużym czynnikiem jest tutaj kultura. W wielu rozwiniętych krajach chrześcijaństwo i tradycja są na pierwszym miejscu. Nie zastanawiamy się nad tym, że mamy teraz inne warunki niż sto lat temu. Nie zastanawiamy się czemu coś robimy. Jest tradycja, wszyscy tak robią, więc my też musimy. Kolejny powód to, który też był powodem, dla którego ja nie byłam wegetarianką przez tak długi czas było to, że po prostu chowałam głowę w piasek. Wiedziałam o wszystkim co się dzieje w tym przemyśle, wiedziałam, że skoro kocham zwierzęta, to nie powinnam ich jeść. Mimo tego to robiłam. Tak samo miałam z fast fashion i pewnie wiele ludzi dalej tak ma (efekt ten w psychologii nazywany jest efektem strusia). W tym przypadku jedyne (aż tyle) co musimy zrobić to odważyć się spojrzeć prawdzie w twarz.

Wkleję tu również bardzo dobry cytat z jednego artykułu na ten temat (link na dole): Odpowiedź na pytanie o to, dlaczego czyjaś rezygnacja z jedzenia mięsa budzi tyle nienawiści w niektórych społecznościach, wydaje się już oczywista. Niektóre osoby muszą doznawać silnych konfliktów wewnętrznych, kiedy widzą innych/inne podejmujących decyzje etyczne spójne z ich światopoglądem (skoro kocham zwierzęta i jestem dobrym człowiekiem, to nie powinnam/nie powinienem ich jeść), na które sami/same nie są jeszcze gotowi/gotowe. Projektowanie własnego konfliktu na innych i walka z nimi wydaje się prostym i szybkim sposobem na ulgę, ale w dłuższej perspektywie to dyskusja nad wpływem diety na życie nasze i przyszłych pokoleń mogłaby okazać się bardziej efektywna.

Przejdźmy teraz do powodów, dla których warto przejść na weganizm:

Zdrowie

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że odkąd nie jem mięsa, to czuję się znacznie lepiej. Nie jestem tak ospała jak wcześniej, rzadziej boli mnie brzuch czy mam problemy jelitowo-żołądkowe, mam więcej energii i ogólnie czuję się lepiej. Na pewno wiele czynników się do tego przyczyniło, ale myślę, że nie jedzenie mięsa i życie zgodnie ze swoimi zasadami moralnymi mocno się do tego przyczyniło.

Pomijając moje doświadczenie, jedzenie mięsa jest powiązane z wieloma chorobami sercowymi, z cukrzycą oraz z kilkoma rodzajami raka (np. rakiem jelita grubego).

W dodatku Amerykańskie i Brytyjskie Stowarzyszenie Dietetyczne stwierdziło, że „właściwie zaplanowane diety wegetariańskie oraz wegańskie są zdrowe i pożywne dla dorosłych, niemowląt, dzieci i młodzieży oraz sprzyjają zapobieganiu i leczeniu chorób przewlekłych, w tym chorób serca, nowotworów, otyłości i cukrzycy”. To oznacza, że wszystkie potrzebne witaminy, minerały itp. (też białko) zapewnia nam dieta wegańska! Ja suplementuję witaminę B12 i witaminę D, aczkolwiek tych witamin jest również mało w diecie uwzględniającej produkty odzwierzęce.

Możliwość

Mamy możliwość przejścia na weganizm. W niektórych krajach nie jest to możliwe, natomiast u nas i na Zachodzie jest to zdecydowanie możliwe. Prócz ogromnego wyboru warzyw, mamy rośliny strączkowe, ogromny wybór ryżów, makaronów, kasz, mamy superfoods, wegańskie jogurty, a nawet wegańskie burgery i inne zamienniki. Da się jeść wegańsko. Da się najeść. Da się mieć zróżnicowane dania. Wystarczy chcieć. W Internecie jest mnóstwo przepisów, jest też mnóstwo książek kucharskich typowo wegańskich.

Ekologia

Mówią, że nie można być prośrodowiskowcem, ekologiem i jeść mięso. Zgadzam się z tym całkowicie. Zanim przeszłam na wegetarianizm próbowałam to wypchnąć ze swojej głowy, ale to prawda. Dlaczego? ¼ globalnych emisji CO2 spowodowana jest szeroko rozumianym jedzeniem. A w tej ¼ 58% pochodzi z produktów zwierzęcych i odzwierzęcych. Produkcja 1 kg wołowiny to ok. 27 kg emisji CO2, wieprzowiny 12, a drobiu 7. Statystycznie Polak zostawia mięsny ślad węglowy wielkości 748 kg CO2. A nasz łączny, narodowy ślad węglowy to 28,4 mln ton CO2, czyli prawie ¾ tego, co rocznie emituje elektrownia Bełchatów. Do tego patrząc od strony środowiskowej możemy spojrzeć na powierzchnię uprawną. Jej 70% zajmuje hodowla zwierząt i uprawa potrzebnej im paszy. Co ciekawe, mięso stanowi 30% spożywanego przez nas białka i tylko 17% kalorii. Także poza tym, że jest to nie ekologiczne, to do tego jest nieefektywne ekonomicznie.

Zwierzęta

Czyli najważniejszy powód- żywe istoty.

Nie będę tłumaczyć Wam tego, że nie powinniśmy uważać się za istoty lepsze od zwierząt. Ani tego, że pies nie jest lepszy od świni. Ani tego, ile emocji mają krowy i jak bardzo się przywiązują. Albo jak cierpią młode oddzielane od matek, jak żyją krowy sztucznie zapładniane, świnie w klatkach ich wielkości lub jak się czują małe kurczaczki zabijane na potrzeby przemysłu jajek. Zamiast tego zadam Wam pytania: czy zjedlibyście psa? W niektórych krajach to normalne i to tradycja. Czy kot jest mniej inteligentny od świni? Czy spojrzelibyście w oczy tym zwierzętom i je zabili? Albo nawet kazali komuś zabić na Waszych oczach? Czy zjedzenie rano smacznego bekonu jest warte czyjegoś życia? Czy jest jakiś powód, dla którego nie chcecie patrzeć na filmiki zabijanych zwierząt lub ich warunków w fermach przemysłowych? Czy jakikolwiek sposób zabijania jest etyczny i moralny, jeśli jest niepotrzebny? Czy jakby ktoś bił i katował psa to byście zareagowali? A królika? A świnkę?

Wiem, że wiele z Was pewnie nie chce odpowiedzieć na te pytania. Dlaczego? To proste. Wstydzimy się. Wiemy, że to niemoralne i nienormalne. Trzeba mieć odwagę, żeby to przyznać i żeby zmienić swoje życie, ale obiecuję Wam, że to się opłaca- Wasze sumienie w końcu będzie mogło odetchnąć.

Jeżeli nie jesteście przekonani to obejrzycie któryś z filmików na tym kanale: https://www.youtube.com/channel/UCVRrGAcUc7cblUzOhI1KfFg lub jak chcecie być bardziej przekonani, to obejrzyjcie konto organizacji Otwartych Klatek na Instagramie lub Facebooku albo wyszukajcie na youtube jak wyglądają takie fermy przemysłowe, jak trzymane są zwierzęta i jak są zabijane. Ja nie oglądałam. To, że nie chciałam na to patrzeć jest kolejnym powodem, dla którego nie jem mięsa. Pamiętajcie też, że każda, indywidualna decyzja ma znaczenie. Popyt tworzy podaż, nie na odwrót. Każda osoba jedząca mięso przyczynia się do śmierci żywej istoty, która czuje i cierpi. Jedzenie mięsa to nawyk, a nie potrzeba. Nawyk, za który zwierzęta płacą największą cenę jaka istnieje- cenę swojego życia.

Źródła:

https://www.health.harvard.edu/staying-healthy/harvard-researchers-red-meat-consumption-tied-to-early-death

Jak zmotywować się do aktywności fizycznej i jak ćwiczyć

Pewnie wiele z Was miało tak, że chciało ćwiczyć, chodzić na siłkę, basen lub po prostu zacząć się więcej ruszać, ale nie mogło się zmotywować. Miałam tak przez wiele lat i dopiero od 10 miesięcy ćwiczę regularnie, wcześniej 4 razy w tygodniu, a teraz 5.

Niestety, nie podam Wam żadnego cudownego i łatwego sposobu jak się zmotywować. Nigdy nie przychodzi to łatwo i tak naprawdę jedynym lekiem jest wytrwałość.

Najpierw trzeba znaleźć powód, dla którego chce się ćwiczyć. Myślę, że każdy powinien uprawiać jakiś sport, a głównym powodem powinno być zdrowie. W naszym siedzącym trybie życia ruch jest naprawdę istotny i bez niego możemy źle skończyć na tzw. „starość”. A zatem powód już mamy.

Kolejny krok to określenie co chcemy robić. To, że jest fala trendów na jogę, fitness, szermierkę, pole dance czy cokolwiek innego nie oznacza, że jest to dla nas. Fajnie popróbować, zobaczyć co może być tym czymś dla nas. Dla mnie to był fitness, ale w domu, nie na siłowni, bo tam nie czułam się komfortowo i joga, ale dopiero po zajęciach z ludźmi, którzy pokazali mi co i jak. Oczywiście, może też być tak, że chcemy osiągnąć konkretne efekty- dlatego ja właśnie wybrałam zwykłe ćwiczenia, bo wiedziałam co chce osiągnąć. Chociaż nie było to z początku coś co bardzo lubiłam, to już zaraz po ćwiczeniach czułam się bardzo dobrze i wiedziałam, że w końcu będzie lepiej i trzeba się chwilę „przemęczyć”.

Ostatni etap to ta wspomniana wcześniej wytrwałość, czyli klucz do sukcesu. Jeśli np. chodzisz na taniec i go uwielbiasz, to nie trzeba aż tyle motywacji. Ale jeśli to co robisz (np. tak jak ja ćwiczysz w domu), to na początku nigdy nie jest przyjemnie. Może być nawet okropnie! Dlatego tutaj potrzebna jest wytrwałość, cierpliwość i samozaparcie. Musisz wiedzieć dlaczego to robisz i wiedzieć, że efektów nie będzie po tygodniu, może ich nawet nie być po miesiącu.

Sama miałam taki przypadek, że ćwiczyłam praktycznie pół roku i nie czułam, nie widziałam żadnych zmian. Ale one tam były. Miałam ochotę zdrowiej się odżywiać, nie pić, nie palić i w końcu to zrobiłam. Ćwiczenia na pewno tutaj się do tego przyczyniły. Mam wrażenie, że często tak jest czy to przy ćwiczeniach czy np. nauce języków, że jest się w momencie, w którym nie widzi się żadnego postępu. Co jest najciekawsze, wtedy ten postęp jest tuż za rogiem. Dlatego nie powinno się wtedy rezygnować. Bo efekty są zawsze, po prostu czasami czeka się na nie dłużej.

Właśnie po tym okresie wątpliwości zaczęłam być bardziej wytrzymała, mniej męczyłam się przy ćwiczeniach i chyba w końcu je polubiłam (po 7/8 miesiącach!). Polubiłam je do tego stopnia, że zaczęłam ćwiczyć więcej, zaczęłam też chodzić na trening do fizjoterapeutki raz na 2 tygodnie, zaczęłam jeść białko (wegańskie) i teraz naprawdę, jak nie ćwiczę w weekendy (wtedy robię przerwę) to jest mi aż gorzej. Także to chyba moje nowe uzależnienie, podejrzewam, że najzdrowsze do tej pory :).

Wszystko brzmi dość strasznie, że polubiłam to po tylu miesiącach. Nie do końca jednak tak jest, bo chodzi mi raczej o to, że te pierwsze miesiące mi się zwyczajnie nie chciało i szybko się męczyłam, ale po ćwiczeniach czułam się o wiele lepiej. Do tego ćwiczyłam jogę, co lubiłam zawsze, więc trochę przyjemności było :).

The point is… wytrwałość i nie poddawanie się to najważniejsze lekcje z tej części posta.

Teraz od praktycznej strony powiem ile ćwiczyłam i jak to wszystko wyglądało.

Pierwsze miesiące ćwiczyłam maks. 20 minut 4 dni w tygodniu. Brzmi jak mało, ale to są ćwiczenia przy których człowiek poci się po 5 minutach. Dopiero od kilku tygodni ćwiczę 5 razy w tygodniu po 40-50 minut, do tego trening 60 min. raz na 2 tygodnie i 3 razy w tygodniu joga (10-30 minut). Podlinkuję od razu moje playlisty na youtube, do których ćwiczę:

Body workout: https://www.youtube.com/playlist?list=PLjBUVO4jXMKuTMFyIHvquvdrIM9Xbxtnc

Booty workout: https://www.youtube.com/playlist?list=PLjBUVO4jXMKv93rMci9ejlY7yACCbJI8j

ABS workout: https://www.youtube.com/playlist?list=PLjBUVO4jXMKsc7X3rhVbMxK0clF22mVAe

Trochę tych filmików jest, bo po tylu miesiącach te same mogą się naprawdę znudzić. Dobierałam je różnie, teraz mniej więcej codziennie ćwiczę różne partie ciała z naciskiem na jedną konkretną (np. brzuch) w dany dzień.

Jeśli chodzi o jogę to jak na razie ćwiczę tylko z Gosią Mostowską na youtube.

Dodam jeszcze, że od kilku miesięcy mam obciążniki na kostki, bo wiele ćwiczeń robiłam już zupełnie bez wysiłku. Staram się je zakładać tylko przy ćwiczeniach na pośladki, a nie pośladki i nogi, bo moje uda mają tendencję do szybkiego nabierania masy mięśniowej. Do tego mam małe ciężarki, który wykorzystuje do różnorakich ćwiczeń. Oczywiście mam też matę do ćwiczeń, ale nie będę polecać, bo kupiłam ją wiedząc mało o matach i troszkę się rozpada. Przy zakupie nowej na pewno zrobię duży research na ten temat.

Pamiętajcie też, że jeśli chcecie mieć efekty to przede wszystkich ważne jest odżywianie. Paczka chipsów dziennie i ćwiczenia nie sprawią, że będziecie mieć super figurę. Można oczywiście sobie pozwolić, ale ważne żeby ok. 80/90% tego co jecie w danym dniu było zdrowe i pożywne (warzywa, owoce, strączki, orzechy itp.). Można brać dodatkowo białko dla lepszych efektów i o tym zrobię osobny post. Picie wody również jest suuuper ważne, minimum te 2 litry dziennie koniecznie.

Jeśli chcecie motywować się w trakcie miesięcy ćwiczeń, to polecam robić sobie zdjęcia co jakiś czas. U mnie między 3/4 miesiącami widać efekty i wiem, że będą coraz lepsze, także to na pewno jest duży motywator :).

Tak się rozpisałam, że na dzisiaj kończę ten post. Jeśli macie pytania, śmiało piszcie w komentarzach. I pamiętajcie: przede wszystkim wytrwałość!

Dodam jeszcze jeden cytat usłyszany na jednym z filmików, bardzo odpowiedni do tego jak powinny wyglądać ćwiczenia: „If it doesn’t challenge you, it doesn’t change you”.

Przepisy na naturalne środki czystości

Dzisiaj przychodzę do Was z przepisami, które mogą zdecydowanie ograniczyć Wasze zużycie „chemii” w domu. Są to środki, które nie drażnią i nie są szkodliwe (oczywiście, dopóki ich nie jecie :)).

Od około pół roku używam tylko ich i nie kupuję gotowych. Jest to o wiele tańsze i, co ciekawe, o wiele skuteczniejsze!

Przepisy zostały oparte na przepisach z książki poniżej oraz na przepisach znalezionych na blogach i tych zmienianych metodą prób i błędów.

Płyn do szyb- składniki:

  • ocet spirytusowy- 500 ml,
  • sok z połowy cytryny lub olejek eteryczny cytrynowy (10-15 kropel),
  • 50 ml spirytusu salicylowego- nie jest to warunek konieczny.

Wszystkie składniki mieszamy w butelce ze spryskiwaczem i gotowe!

Dodam, że warto kupić sobie taką ściereczkę (link). Świetnie nadaje się do szyb, a do tego nie zużywamy niepotrzebnie ręczników papierowych.

Sposób na łazienkę:

Do czyszczenia wanny, prysznica, szyby prysznicowej, zlewu czy kranu stosuję taką metodę: najpierw posypujemy powierzchnię sodą oczyszczoną (kupuję taką, bo zużywa jej się dość dużo). Do szyby prysznicowej nakładamy sodę na rękawicę i trzemy nią szybę, z racji tego, że nie da się jej za bardzo posypać. Kolejny krok to spryskanie tej powierzchni naszym płynem do szyb i wytarcie jej ścierką lub przy większych zabrudzeniach szczotką lub taką myjką (którą używam też zamiast tradycyjnego „druciaka” do zmywania). Na koniec spłukujemy wszystko wodą lub ściereczką.

Płyn do kurzu (do drewna i do innych powierzchni)- składniki:

  • 1 szklanka wody,
  • 1/2 szklanki octu spirytusowego,
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • 10 kropelek olejku eterycznego cytrynowego,
  • 5 kropelek olejku lawendowego lub pomarańczowego dla zapachu.

Wszystko mieszamy w butelce ze spryskiwaczem. Nadaje się do każdy powierzchni, jednak błyszczące powierzchnie polecam wycierać płynem do szyb dla lepszego efektu (np. błyszczące blaty czy szafki).

Do zakurzonych powierzchni polecam najpierw użyć takiej ściereczki (link), a dopiero potem przetrzeć normalną ściereczką razem z tym środkiem.

Płyn do podłóg (niedrewnianych, np. płytek)- składniki:

  • szklanka octu spirytusowego,
  • wiadro gorącej wody (ok. 5 l),
  • 10 kropli olejku z drzewa herbacianego (jest antybakteryjny),
  • 10 kropli olejku dla zapachu (lawenda, pomarańcza, rozmaryn itd.).

I oczywiście do większości prac domowych, zwłaszcza tych, w których udział bierze woda i ocet, koniecznie trzeba mieć rękawice, żeby nie zniszczyć sobie łatwo rąk. Polecam te rękawice (link). Nie są one tak tanie jak te w supermarketach, ale starczają na o wiele dłużej, są grubsze, są biodegradowalne i są fair trade.

Ocet polecam kupować w szkle, zazwyczaj da się taki znaleźć w supermarkecie. W dużych miastach jest o tyle lepiej, że istnieją sklepy, w których można kupować rzeczy do własnych opakowań, więc ja tam kupuję ocet do butelek po poprzednich octach. W Warszawie taki sklep to DEKO Zakupy, który zdecydowanie uwielbiam!

Pranie:

Wystarczą tutaj orzechy piorące (przykładowe). Nie wiem czy działają na jakiś bardzo duży brud, ale u mnie się sprawdzają :). Dodaję do nich jeszcze płyn do płukania, bo mają specyficzny zapach. Płynu do płukania niestety nie robię sama, ale staram się kupować jak najbardziej naturalne i oczywiście nietestowane na zwierzętach (np. taki).

Widzicie jakie proste są te przepisy i jak łatwo jest je zrobić. Wystarczy raz wypróbować i jestem pewna, że przestaniecie kupować środki w drogeriach.

Dajcie znać czy zadziałały i do następnego! 🙂